sobota, 22 sierpnia 2015

Wisła - królowa polskich rzek

O Wisło, tyś królową niczym Barbara Radziwiłłówna. Toczy Cię...

 
 

... ludzki syfilis. 

Bobrom wybaczamy...

...wam BRUDASY nie.

wtorek, 11 sierpnia 2015

Kuzyn kontra kuzyn, czyli Vivat Vasa!

Najpierw trochę historii. Od 22 września do 1 października 1626 r. pod Gniewem - w ramach wojny o ujście Wisły - ścierały się wojska polskie króla Zygmunta III Wazy i szwedzkie Gustawa II Adolfa Wazy. Polakom zależało na tym, aby nie stracić strategicznie ważnego Gdańska. Szwedzi z kolei nie mieli zamiaru poddać Gniewa i otrzymać poważne straty, które przeszkodziłyby w dalszym kontynuowaniu kampanii na Pomorzu. W głównym starciu, 29 września, po obu stronach brało udział ponad 25 tys. żołnierzy. Po stronie polskiej dominowała słynna husaria - liczbowo porównywalna do tej spod Wiednia w 1683 r., a po szwedzkiej diabelnie skuteczni muszkieterzy. Wydarzenia sprzed 400 lat już po raz kolejny zrekonstruowano w ramach imprezy „Vivat Vasa! Bitwa dwóch Wazów”.

 
W ubiegłą sobotę - nie po raz pierwszy - wybraliśmy się do Gniewa, aby raz jeszcze powąchać prochu, docenić zaangażowanie i drobiazgowe podejście odtwórców do historycznych strojów i broni (to Zielu) oraz zachwycić się XVII-wiecznymi sukniami... hmm... pań towarzyszących wojskom (to Emi :). Znowu się nie zawiedliśmy, bo było emocjonująco, jak zwykle głośno i dynamicznie. Spektakl historyczny zakończył się pokazem sztucznych ogni oraz tradycyjną paradą wojsk i publiczności z pochodniami ulicami miasteczka.

 
Jeszcze trochę „prywaty”. Mamy nadzieję, że dobro wraca, a jeśli tak się rzeczywiście stanie, będzie to zasługą Emi. Czekając na bitwę wypatrzyliśmy na sąsiednim stole aparat. Ewidentnie przez kogoś pozostawiony. Emi - dochodząc do wniosku, że sama nie chciałaby znaleźć się w podobnej sytuacji, czyli stracić aparat, a przede wszystkim pozostawione na karcie zdjęcia - schowała go, przekazując ochronie i obsłudze kasy numer telefonu. A „nóż widelec” właściciel sprzętu zacznie go szukać właśnie u tych osób... I tak rzeczywiście się stało. Kilkanaście minut później Emi odebrała telefon od zdenerwowanej dziewczyny, która opisała zgubiony sprzęt. Chwilę później trzymała już aparat w dłoniach. Przeszczęśliwa rzecz jasna :). Teraz czekamy na odnalezienie pieniędzy zgubionych rok temu w Jaskini Mroźnej w Tatrach :P.