wtorek, 1 grudnia 2015

Krótki poradnik o tym, jak w sekundę odwiedzić trzy kraje środkowej Europy

KROK PIERWSZY. Przyjeżdżamy do Ustrzyk Górnych. Obojętnie czym: samochodem, busem, na ośle, autostopem. 


KROK DRUGI. Podejmujemy męską, ewentualnie męsko-żeńską decyzję o wyborze miejsca startu naszej wyprawy. Trzymamy się Ustrzyk - będzie krócej, ale wcale nie łatwiej. Ruszamy z Wetliny - będzie dłużej, ale ciekawiej. Decydujemy się na Przełęcz Wyżniańską - nie wiemy, jak będzie, ale do celu na pewno dojdziecie :P.


KROK TRZECI. Maszerujemy, maszerujemy, maszerujemy. Naszym celem jest masyw Wielkiej Rawki (ponoć 1307 m n.p.m.), ale zanim tam dotrzemy musimy zaliczyć kilka polanek na szczytach pasma Dział. Polanek urokliwych do trzeciej potęgi i trochę niebezpiecznych. Bynajmniej nie dlatego, że nagle z lasu może wyjść ich brunatny szef. Ów podstępny charakter polanek polega na kuszeniu wędrowca do rzucenia plecaka, położenia się na trawie i kontemplacji okoliczności przyrody. Chodźmy stąd!


KROK CZWARTY. Nie jemy jagód! Tak wiemy, że wyglądają apetycznie, ale jesteśmy w parku narodowym. Roślin zrywać nie wolno. Jarzębiny też nie pożeramy ;).


KROK PIĄTY. Woda! Pijemy wodę! P.S. Wiecie, że owoce najlepiej smakują w górach?

KROK SZÓSTY. Jest i Mała Rawka (1267 m n.p.m.). Ostatni pit-stop przed jej większą „siostrą”, do której mamy już tylko 20 minut. 


KROK SIÓDMY. Posiłkując się instrukcją z książki „Przygody małego geografa”, wylewamy trochę wody na stok zachodni lub północno-wschodni masywu oraz na stok południowy. Przy odrobinie szczęścia pierwsze krople wody jakimś cudem dopłyną do Bałtyku. Krople z drugiego „wylania” z kolei znajdą jakoś drogę do Morza Czarnego. Fajnie, co nie? 


KROK ÓSMY. Oto i ona - Wielka Rawka. Emi ma na ten szczyt swoją, znacznie mniej cenzuralną nazwę. Jej genezę wyjaśnimy za chwilę. Góra ma w sumie trzy szczyty. Na jednym z nich stoi betonowy słup będący dawniej znakiem geodezyjnym. 


KROK ÓSMY (opcja zimowa). Uwaga - Wielka Rawka to chyba jedyna góra w polskich Bieszczadach, z której schodzą czasami lawiny.

KROK DZIEWIĄTY. Schodzimy z Wielkiej Rawki i idziemy wzdłuż granicy polsko-ukraińskiej w stronę Krzemieńca (czy też z „węgierska” - Kremenarosa). Nie próbujmy żadnych głupich sztuczek, bo ukraińscy pogranicznicy mają mniejsze poczucie humoru niż ich polscy koledzy. Legendy krążą różne, ale nie mamy zamiaru ich dementować. Odrobina dreszczyku emocji na szlaku też się przyda ;). 


KROK DZIESIĄTY. Jesteśmy na szczycie Krzemieńca. Podchodzimy do granitowego słupa, okrążamy go szybko przebierając nogami i... tym oto sposobem zaliczyliśmy obecność w Polsce, na Ukrainie i Słowacji w sekundę. Brawo Ty!


KROK JEDENASTY. Schodzimy z Krzemieńca i... wracamy na Wielką Rawkę. Sorry... innej drogi nie ma. Wspinaczka jest dość męcząca, więc chyba już się domyślacie, dlaczego nie jest to nasza ulubiona góra...

KROK DWUNASTY. Schodzimy z Wielkiej... ekhm... Rawki do Ustrzyk Górnych. Zejście nie jest łatwe. Jeśli się dziwicie, to widocznie nie czytacie ze zrozumieniem. Przecież ostrzegaliśmy przed tym w KROKU DRUGIM.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz